stopnia, że się sobie zwierzałyśmy.

– Też jestem policjantem.

grozę.
– Nie! Błagam! – O1ivia wpadła panikę. Musi ją powstrzymać. – Nie możesz – mówiła
wysokości czwartego piętra i umarł, zanim rozwód się uprawomocnił.
przybranym nazwiskiem. – Mam – powiedziała, a ja zablokowałam otwieranie drzwi.
Ba, skontaktowała się nawet z Montoyą i powiedziała, co planuje, na wszelki wypadek, gdyby
Bentz się odwrócił, jakby jej nie słyszał, i szedł dalej w przepastnym tunelu, zostawił ją
Dentz odsuwał się od niej.
Na szczęście wziął się w garść, choć przez pewien czas było z nim źle.
– Chwileczkę – rzuciła do telefonu. Pochyliła się nad torbą. – Już w porządku, Sherman.
– Tylko mi nie mów, że chcesz poprosić o kolejną przysługę – zaczął Montoya, gdy
Po drugiej stronie zapanowało przez chwilę niezręczne milczenie, Reedowi wydawało się, że słyszy trzask zapalniczki, a potem gwałtowny wydech. - Czy nie żyje? Do diabła, to jest pytanie. Mam nadzieję, że żyje. Szukam odpowiedzi. - Zanim Reed zdążył zadać kolejne pytanie, Montoya dodał: - Jestem osobiście zainteresowany tą sprawą. Każda pomoc z pańskiej strony będzie mile widziana. Brzmiało to szczerze. - Nie ma sprawy. Chociaż nie wiem, w czym mogę być pomocny. - Po prostu niech pan mnie informuje na bieżąco. Wyślę zdjęcie, jej dane i najważniejsze informacje. - W porządku. Podam panu numer faksu. - Już go mam. Dzięki. Dziękuję panu - powiedział Montoya. Reed odłożył słuchawkę. Jaki związek może mieć zniknięcie Marty Vasquez z morderstwem Josha Bandeaux? Przypadek czy kolejny trop? Zrobił notatkę i usłyszał zbliżające się znajome kroki. Morrisette. Spieszyła się. Sekundę później wpadła do pokoju. - Zgadnij, co się stało? - wypaliła, sadowiąc swój drobny tyłeczek na biurku. - Nie mam pojęcia. - Ej, nie umiesz się bawić. - Już to słyszałem. Wiele razy. - Znów pisząc naszej ulubionej rodzince. - Oczy Morrisette błysnęły. Naprawdę była podekscytowana. Za to Reed poczuł ucisk w żołądku. - Montgomery? - I kto śmiał przypuszczać, że nie jesteś superdetektywem? - Na przykład ty. Uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając zęby. - Jeśli chodzi o wczorajszy wypadek Amandy Drummond, to już o nim słyszałem i nawet rozmawiałem z nią w szpitalu. Twierdzi, że ktoś próbował ją zabić. Właśnie miałem do ciebie dzwonić i zapytać, czy chcesz jechać ze mną. Trzeba spisać jej zeznania. - Cholera, powinnam była się domyślić, że już o wszystkim wiesz - powiedziała trochę zawiedziona. - Jasne, jadę, nie chciałabym przegapić tej rozmowy. Zadzwonił telefon i Reed przełączył rozmowę na głośnik. - Reed, słucham? - Jest kilka faksów do pana - powiedziała sekretarka. - Zaraz je odbiorę. - Właśnie się rozłączał, gdy zobaczył Amandę Drummond pędzącą jak burza prosto do jego pokoju. - Wygląda na to, że przeprowadzimy tę rozmowę tutaj - powiedział szeptem, gdy Amanda wparowała przez otwarte drzwi. - Powiedział pan, że będzie potrzebne zeznanie - powiedziała, nie witając się - więc pomyślałam, że załatwię to formalnie. Pewnie powinnam rozmawiać z tym gburowatym zastępcą szeryfa, ale wydawało mi się wczoraj w szpitalu, że dostrzega pan jakieś powiązania między śmiercią Josha a moim wypadkiem. Dlatego postanowiłam spotkać się z panem. - W porządku. To moja partnerka. Detektyw Morrisette. Zostanie z nami. Jeśli nie ma pani nic przeciwko temu, będę nagrywał pani zeznania. - Sięgnął do szuflady po dyktafon i zauważył, że Morrisette wyciągnęła z kieszeni mały notatnik i długopis.
Ostatnim, który widział ją żywą, był ogrodnik – wyszedł po południu. Ostatni telefon
– Miasto Aniołów, też mi nazwa – mruknęła złośliwie i spojrzała w okno. Myślami
odbijało się w maskach i zderzakach. Była na siebie wściekła, że nie wzięła okularów

    
wyskoczyła z łóżka, wyszła na niewielki balkon i ujrzała, że dzieci

To, że została sama, wydawało jej się zupełnie niepojęte. Nagle
zacisnęło. Jeśli będzie tak myśleć, napyta sobie biedy.
a co za tym idzie, i chłopców. Ich rozmowy były
Przez moment gorączkowo zastanawiała się nad odpowiedzią, którą
pusty.
i z jeszcze większym trudem powstrzymała łzy.
wiszącym nad umywalką.
wrócę.
Nie przemyka jej nawet przez myśl, że z kłopotów Maureen może wyniknąć coś pozytywnego dla niej, Laury.
Potrząsnęła głową, by wyzbyć się tych kuszących
córkę. Spała mocno snem niemowlęcia, którego nie trapią żadne problemy.
- Jasne. Wisi w szafie w pralni.
oglądać kolejne zdjęcia, przejęta przyszłością, jaka na nią czeka.
tym z Lukiem. W końcu jednak potrząsnęła głową i stwierdziła, że zrobi

©2019 www.grano.do-wchodzic.kazimierz-dolny.pl - Split Template by One Page Love